„STRASZNA” BARBARA

fullsizeoutput_26ae

Basia, to kotka znaleziona pewnego październikowego dnia podczas mojego niedzielnego, porannego spaceru Nordic Walking w jednym z parków wileńskich, niedaleko od ówczesnego mojego miejsca zamieszkania. Był to już chłodny, jesienny poranek, trawa pokryta była rosą po chłodnej nocy.

Ktoś prawdopodobnie porzucił tą około trzymiesięczną kotkę w parku, umieszczając ją w dołku i przysypując ziemią i liśćmi, na szczęście niezbyt głęboko. Maszerując przez pusty o tej porze park, usłyszałam dobiegający z oddali płacz, podobny do płaczu małego dziecka. Nie widać było ani ludzi, ani dziecka, więc skierowałam się do miejsca skąd dochodził ten płacz. Nic nie było widać w zasięgu wzroku, ale płacz był coraz lepiej słyszalny. 

Idąc za tym odgłosem, dotarłam do jednego z drzew i po odgarnięciu liści i ziemi, znalazłam zagrzebanego niezbyt głęboko, małego kota. Spojrzały na mnie załzawione, błękitne, wielkie oczy, kapiący nos i trzęsące się z zimna czarno-białe futerko. Nie był to raczej dziki kociak, gdyż nie uciekał na widok człowieka, tylko przeraźliwie miauczał. 

Po wyjęciu z dołka i wzięciu na ręce, mym oczom ukazała się również wielka, zabrudzona rana na pupie przy ogonie, wypełniona kłębiącymi się tam larwami robaków. Nie zastanawiając się zbyt długo, co tu począć, przerwałam spacer, schowałam kota pod dres i jak najszybciej wróciłam do domu. Zadzwoniłam do koleżanki z prośbą, aby spróbowała znaleźć jakiegoś weterynarza, który przyjąłby nas z wizytą i zbadał kota. Koleżanka bardzo szybko znalazła czynny gabinet. Podjechała  samochodem i z kotem zawiniętym w kocyk i umieszczonym w wiklinowym koszyku udałyśmy się do weterynarza.

Na miejscu okazało się, że jest to malutka kota i oprócz robaków, ma jeszcze złamana szczękę. Weterynarz zapytał mnie czy zaopiekuje się kotem, czy też nie. Inna odpowiedz niż TAK, nie wchodziła po prostu w grę. Po powrocie do domu, przy pomocy pincety, usunęłam wszystkie robaki z kociej pupy, ukąpałam kotkę, posmarowałam pupę maścią, nakarmiłam, a ona wtulona w kocyk zasnęła spokojnym snem. Z czasem  wszystkie rany się zagoiły, szczęka się zrosła, a Barbara po zabiegu sterylizacji wyrosła na dorodną kotkę o nieco władczym charakterze, kotki jedynaczki. 

Moja kocia szóstka nie próbowała na Barbarę fuczeć, tak jakby rozumiały, że jest to mały kociak w potrzebie. I tak Basia, zwana obecnie Barbarą, gdyż wyrosła na dorodną koteczkę, dołączyła do mojej kociej rodziny.

Basia jest jedynym moim kotem o smutnych oczach, który pomimo upływu lat i zapewnionego bezpiecznego bytowania, się nie uśmiecha. Tak, koty potrafią się uśmiechać. Wpada też w przerażenie na widok foliowych, czarnych worków, dlatego staram się, aby nie miała z nimi styczności. Każda próba włożenia Barbary do transportera, czy to w celu udania się do weterynarza, czy w celu odbycia podróży przy zmianie miejsc pracy, jest walką na śmierć i życie, i często kończy się licznymi podrapaniami. Jak widać trauma z lat kocieństwa pozostała głęboko w psychice Barbary. Wiem, że ta kocia furia, spowodowana jest strachem i przerażeniem, dlatego tez jak najmniej staram się narażać na to Baśkę. 


Po przyniesieniu do domu
Basia wraz z Miluszem
Basia po znalezieniu i kilka dni pózniej
Kilka dni po znalezieniu
10 letnia Barbara
Basia i Chester
Basia po znalezieniu
Barbara po zabiegu sterylizacji
Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on pinterest
Pinterest