Opowieść o Puszy, Rumcajsie i Miluszu. Trzech małych kocich rozbójnikach, które pewnego dnia pojawiły się nagle w moim życiu. Od tego kociego rodzeństwa, po kilku latach przerwy, rozpoczęła się moja nowa przygoda z kotami…
Odeszły w wieku 14, 15 i 17 lat z powodu przewlekłych chorób, które pojawiły się z wiekiem, ale pozostawiły po sobie wiele wspomnień i niezatarty ślad swoich kocich łap.
Moja kocia historia rozpoczęła się od poszukiwania nowego mieszkania do wynajęcia. Pomimo usilnych poszukiwań, nic nie wskazywało, że zakończy się to sukcesem, z powodu deficytu odpowiednich ofert w stosunku do posiadanych środków. Wybawcą okazał się mój kolega z pracy, który polecił mnie swojej koleżance, Pani Agnieszce, która wyjeżdżała do pracy za granicę i poszukiwała kogoś, kto mógłby zaopiekować się trzema kotami, przygarniętymi przez nią przed wyjazdem, których nie mogła zabrać ze sobą.
Umówiona zostałam na spotkanie i udałam się na wizję lokalną domu i prezentację własnej osoby, jako catsitter. Po rozmowie, prezentacji kociaków i poznaniu warunków umowy – mieszkanie za opiekę nad kociakami, z wdzięcznością przyjęłam ofertę. I zamieszkałam w domu z ogródkiem w podwarszawskim Konstancinie, jako opiekun kociaków. I to był los wygrany na loterii, który zmienił moje dotychczasowe życie.
Kociaki zostały przygarnięte z lasu, w którym żyła dzika kotka. Kocia mama pojawiała się w leśnym domku u Agnieszki, gdzie była dokarmiana i gdzie pozostawiała swoje maluchy. Nie udało jej się schwytać, była zbyt nieufna i dzika, ale coraz częściej zostawiała swoje małe przy domku, a one powolutku oswajały się z obecnością ludzi. Pewnego październikowego dnia, kocia mam pojawiła się z maluchami, jak zwykle i oddaliła się, ale już nie powróciła do nich. Kilkudniowe oczekiwanie na kocią mamę, która była widziana z daleka, nie przyniosło skutku, więc zapadła decyzja, aby maluchy zabrać do domu. Kociaki były w wieku około 5-6 miesięcy.
Pusza pierwotnie zwana była Dzikuską ze względu na swoje zachowanie. Była drobną koteczką o czarnym błyszczącym futerku, a na małej główce sterczały wielkie kocie uszy. Przypominała trochę małego liska. Była kotką rezolutną, o silnym charakterze, co ujawniło się z czasem. Z czasem z małej chudej Puszy, wyrosła mała, krągła koteczka o krótkich łapkach, chudym ogonku i nieco skośnych oczkach. Okazała się kotką niezbyt przepadająca za towarzystwem innych kotów, które pojawiały się w domu, wobec których zachowywała jednak wyniosłą obojętność, nie dostrzegając ich obecności. Wyjątek zrobiła tylko dla jednego kociaka, małego i czarnego Cypisa, który pojawił się w domu dwa lata pózniej. Tylko jego potraktowała jako własne młode i ta relacja trwała do końca Puszych dni. Dlaczego właśnie jego, nikt nie odgadnie.
Milusz, jak wskazuje jego imię był niesamowicie przymilnym kotem. Jego osobliwością było niesamowicie miękkie futerko oraz upodobanie do wylizywanie nie tylko siebie, ale wszystkich innych, którzy znaleźli się w zasięgu jego łap. Żadem peeling nie działał tak skutecznie, jak język Milusza, który uznawał za niezbędne umycie mojego policzka lub dłoni. Z upodobaniem uczestniczył w kocich gonitwach, podczas których nie obowiązywały go zasady grawitacji. Ulubioną zabawą Milusza było zrzucanie słuchawki domofonu, który zamontowany był stosunkowo wysoko. Rozpędzał się wtedy niczym kierowca bolida Formuły 1, odbijał się do góry i z uśmiechem na pyszczku strącał łapą słuchawkę i biegł dalej.
Rumcajs był największy z całej kociej trójki. I był uosobieniem kociego macho, choć z czasem okazało się, że to w dużym stopniu tylko poza. Od najmłodszych lat był przywódcą stada. Był niesamowicie opanowanym i mądrym kotem. Najmniej z całej trójki łobuzował i uczestniczył w kocich zabawach i gonitwach, jakby uznawał, że to nie przystoi kociemu przywódcy. Uwielbiał polować i mógł godzinami tkwić bez ruchu w jednym miejscu, gdy uznał, że istnieje szansa na schwytanie potencjalnej ofiary. Raz udało mu się schwytać mysz podczas pobytu w leśnym domku, której nie pozwolił sobie odebrać, choć jej nie zjadł. Z upływem lat – uznawał za swój koci punkt honoru, proceder zganiania Puszy z fotela, w którym właśnie ułożyła się do snu.
Na początku naszej znajomości młodziaki były nieufne w stosunku do mnie i trzymały mnie na dystans. Starałam się im nie narzucać, wiedząc iż muszą nabrać do mnie zaufania, a to wymaga czasu. I tak krok po kroku robiliśmy wzajemnie drobne, codzienne postępy. O 5:00 rano następowała pobudka, aby przygotować kociakom śniadanie i sprzątnąć kuwety przed wyjściem do pracy. Ulubionym daniem było świeżo pokrojone mięsko. Zachowując stosowny dystans, podawałam kocie miseczki i obserwowałam z oddali jedzące maluchy. Najszybciej, niczym mały odkurzacz, łykała mięsko Pusza, rozglądają się szybko na boki, czy uda się coś podkraść z talerzyków braci.
W drodze powrotnej do domu, po uchyleniu furtki do ogrodu, już z daleka widziałam siedzące za szybą drzwi balkonowych lub na oknie kocie łebki, czekające na mnie. Po powitaniu i wygłaskaniu kociego towarzystwa, serwowałam obiado-kolację, a potem bawiłam się z maluchami. I tak dzień po dniu dystans pomiędzy nami zmniejszał się i rosło zaufanie.
Po roku pobytu w Konstancinie, gdy pojawiła się okazja przeniesienia do nowego mieszkania na Pragę, wiedziałam, że zabiorę ze sobą koty. Przekonałam Agnieszkę, która już wtedy opiekowała się w miejscu swojego pobytu, nową kocią rodziną, aby wyraziła zgodę na ich adopcje przeze mnie, ze względu na to, że kocie maluchy zżyły się ze mną i stanowiliśmy już nierozerwalną rodzinę. A nie chciałam ich narażać na stres rozstania i przywiązywania się do nowych opiekunów. I tak wspólnie przejechaliśmy na nowe mieszkanie.
Potem pojawiały się kolejne koty, które znajdowałam na swojej drodze. Najczęściej były to koty w potrzebie, które ktoś porzucił i wymagały opieki oraz leczenia. Wszystkie trudności można pokonać, jeżeli wiesz, że odpowiadasz za ten koci świat, a on ufa ci bez granic. I tak, dochodziły i odchodziły kolejne koty, które mieszkały wraz ze mną przez kolejne lata. Łącznie było ich 13. Nie ma już w naszej kociej rodzinie: Mlaskacza, Puszy, Milusza, Rumcajsa, Cypisa i Chestera, ale nadal są: Ryszard, Barbara, Tosia, Hanka, Zosia, Maciek i Gucio.










