DWA MAŁE KOCIAKI

fullsizeoutput_26ad

To historia kociego rodzeństwa, znalezionego w podwarszawskim lesie: Cypisa i Chestera.

Znajdujemy małego kociaka lub dwa. I nie wahamy się zbyt długo. W końcu jeden lub dwa niewielkie mruczki nie powinny spowodować wielkiej różny, albo wmawiamy sobie, że na pewno znajdziemy z czasem dla nich dom zastępczy. I zaczyna się wielka loteria. Kot lub koty będące już w domu mogą polubić nowe koty i je zaakceptować, ale nie koniecznie musi się tak stać. Dla zasady starszyzna czuje się najczęściej urażona faktem pojawienia nowych kotów i robi w stosunku do nowo przybyłych straszne kocie miny oraz fuczy, ale najczęściej po dwóch lub trzech tygodniach akceptuje maluchy. No i jest oczywiście śmiertelnie obrażona na opiekuna. Tak działo się za każdym razem u mnie w domu, a trochę kotów mieszkało i mieszka pod moim dachem.

Mój najstarszy i pierwszy koci trójpak tzn. Pusza, Milusz i Rumcajs reagowały na nowo przybyłych, każdy w odmienny sposób. Pusza ignorowała pojawienie się nowych kociaków w domu i przechodząc koło nowego mruczka, odwracała ostentacyjnie swój łepek i udawała, że tego drugie, nowego kota po prostu nie ma. Milusz, po wstępnym okresie zdziwienia, które wyraznie malowało się na jego pyszczku, przystępował jako „kocia mama” do zabiegów pielęgnacyjnych wobec nowo przybyłych. Po ich starannym wylizaniu, pozwalał im spać obok siebie. Najczęściej, z kociej trójki, uczestniczył również w zabawach i hulankach z kociakami. A Rumcajs, jako szef kociego stada, zachowywał stosowny dystans, nie okazywał emocji, nie był agresywny, tylko bacznie obserwował nowe koty, a one wyczuwały, że nie należy go niepokoić.

Oba koty pojawiły się na działce leśnej, gdzie swój domek miała moja koleżanka. Były dziećmi dzikiej kotki, która pomimo wielokrotnych prób nie dała się złapać, aby ją wysterylizować. Tym razem pojawiła się z trójką czarnych kociaków i jednym, znacznie większym szaro-białym maluchem. Zamieszkały w drewutni koło domku i tam były dokarmiane. Kocica pojawiała się i znikała, natomiast dwa maluchy pozostawały koło domku do powrotu matki.

Szaro-biały kotek, nazwany przeze mnie Chesterem był większy i strasznie ruchliwy. Czarny, jak węgielek Cypis był znacznie mniejszy i bardziej płochliwy. Nie udawał się w dalsze wędrówki, co najwyżej ostrożnie podchodził do wystawianych dla nich miseczek z jedzeniem. Chester natomiast penetrował okolicę i przesiadywał na krzakach w sąsiedzkim domu. I tak upływały kolejne dni. Był już październik, kota nie dawała się złapać, noce stawały się chłodne i nieuchronnie zbliżała się zima oraz czas, kiedy życie w domkach zamiera. Trzeba było podjąć decyzję, co robimy z kotką i kociakami. Pozostawiamy jej karmę i schronienie w drewutni, czy też próbujemy złapać kocią rodzinę, a jeżeli nie uda nam się złapać kocicy, czy zabieramy maluchy?

Kotki niestety nie udało się złapać, była zbyt dzika i nieufna wobec ludzi, natomiast Chester i Cypis, które pewnego dnia zaglądnęły z ciekawości do wnętrza domku, zostały schwytane. I w ten oto sposób trafiły do mnie. Po stosownej kwarantannie i socjalizacji dołączyły do moich kotów. Pierwsze dni po przybyciu spędziły w skrzyni na pościel w rozkładanej sofie, do której wchodziły od tyłu, tylko sobie znanym sposobem. Spały tam na pościeli, rozpłaszczone jak małe nietoperze i wychodziły dopiero wieczorem, aby udać się do kociej toalety lub poganiać za cieniami gałązek, które pojawiały się na ścianie wieczorem. Z czasem wyszły na światło dzienne i pozwoliły się powolutku brać na ręce i głaskać. Po dołączeniu do kociej starszyzny, bacznie obserwowały dorosłe koty i starały się je naśladować. Tym razem moja kocica Pusza, zachowała się odmiennie wobec małego Cypisa i potraktowała go, jak swojego własnego kociaka. Natomiast takiej łaski nie dostąpił z jej strony Chester, który również usiłował wprosić się w jej łaski. Niestety kotka nie chciała go potraktować tak samo jak Cypisa. Zastępczą mamą został kocur Milusz.

Cypis był  kotem delikatnym i wrażliwym. Swoje kocie emocje okazywał uniesionym i drżącym ogonkiem. Wyglądało to tak, jakby przez ogonek przebiegał prąd od nasady do koniuszka. Chester z rozbieganego szwędacza stał się kotem flegmatyczny i wiecznie zaspanym. W przypadku Cypisa potrzebne było dodatkowe odrobaczenie, gdyż okazał się posiadaczem dużej ilości kocich glist, które pewnego dnia zaczął wypluwać z pyszczka. Po wizycie na nocnym dyżurze w jednej z całodobowych przychodni weterynaryjnych, podaniu kroplówki i stosownych medykamentów, wróciliśmy do domu. U zaspanego i nieco zdziwionego nocną wizyta u lekarza Chestera, nic nie stwierdzono. Dodatkowo, podczas badania temperatury, Chester po wsunięciu termometru do pupy zaczął burczeć, co znacznie utrudniło prawidłowe osłuchanie kota, gdyż za każdym dotknięciem kocie wibracje ulegały nasileniu. I tak mu zostało przy każdej wizycie u weterynarza. 

Oba maluchy miały wilczy apetyt i wylizywały z misek wszystko co im podano, ale z czasem, obserwując starszych, kocich rezydentów i one zaczęły marudzić, i domagać się kocich smakołyków. W przypadku Cypisa były do drobniutkie kawałki mięsa z indyka, a w przypadku Chestera kawałki rogalików croissant. 

Kociaki rosły w oczach i nabierały wagi. Cypis z czasem stał się 5 kilogramowym kocurkiem, o połyskliwej, czarnej sierści, który na powitanie zawsze wyciągał w moją stronę prawą łapę, tak jakby chciał przybić piątkę. Chester natomiast wyrósł jeszcze bardziej, ale wyraznie dystansował się od kociej rodziny i większość swojego czasu spędzał na spaniu. Miał naturę kota bardzo refleksyjnego i zanurzonego w swoim, kocim świecie. I tak minęło nam wspólnie 17 lat. Oba koty, po długim leczeniu odeszły w 2020 roku na dolegliwości związane z przewlekłą chorobą nerek.

 

 

Chester
Cypis
Cypis i Milusz
Cypis i Chester
Cypis i Chester lat 17
Na kilka dni przed odejściem
Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on pinterest
Pinterest