DO KOŃCA KOCICH DNI

fullsizeoutput_1718

Adopcja kota Ryszarda do cała kocia historia. Historia, która rozpoczęła się od ogłoszenia adopcyjnego w miesięczniku „Kocie sprawy”.

W miesięczniku tym zamieszczone zostało zdjęcie niebyt atrakcyjnego, chudego, małego, burego pręgusa z nieproporcjonalnie wielką głową i ciemnymi stopami. Wydał mi się brzydki, ale jednocześnie patrząc na tą niewielką kupkę futra, pomyślałam, że nikt go nie zechce i zgłosiłam swój akces na jego wirtualnego opiekuna. A mniej więcej za miesiąc, gdy zbliżały się święta Bożego Narodzenia, naszła mnie myśl, a by wziąć to kocisko ze schroniska na kilka dni świątecznych do domu, a potem nadal płacić na jego utrzymanie w azylu. Jak pomyślałam, tak i zrobiłam.

Udałam się do schroniska, aby odebrać kota. Była to przejmująca wizyta, gdyż schronisko zapełnione było małymi i dużymi kotami, a każdy z nich patrząc na człowieka, jakby chciał powiedzieć: „wez mnie ze sobą”. Po chwili oczekiwania wyniesiony został w metalowej klatce Ryszard, który z uśmiechniętym pyszczkiem, wiercił się straszliwie.

Do schroniska trafił wraz z matką, po złapaniu na jednym z mokotowskich parkingów. Jego mam znalazła dom, a on pozostał sam w schronisku. Po podpisaniu stosownych dokumentów adopcyjnych Ryszarda i po uzyskaniu zapewnienia, że kot jest zdrowy, zabrałam go w transporterze ze schroniska. Po drodze do domu, ze względu na to, że w domu było już 5 innych kotów, postanowiłam najpierw złożyć wizytę u weterynarza i przebadać kociaka. Ryszard okazał się chodząca, a raczej wiercącą encyklopedią wszystkich kocich chorób wieku dziecięcego. Weterynarz po przebadaniu Ryszarda, stwierdził, że kota w takim stanie nie powinno się wydawać z azylu do domu. No cóż o zwracaniu kota do azylu, nie było już raczej mowy, więc zapadła decyzja o trzymaniu go w domu pod ścisłą kwarantanną i zastosowaniu wszystkich, niezbędnych procedur medycznych, zaleconych przez lekarza. I tak, podczas badania stwierdzono: świerzb, grzybicę skóry, koci katar i silną infekcję oczu. I tak rozpoczęło się długie i mozolne leczenie kociaka.

Po powrocie do domu, przede wszystkim trzeba było wykąpać Ryszarda, aby pozbyć się nieprzyjemnego zapachu oraz zastosować zapisany roztwór, mający na celu zwalczenie grzybicy. W życiu nie widziałam tak brudnej wody po kąpieli kociaka. Po tej kąpieli stał się mniej brunatny i ukazało się więcej prążków na ciele, a raczej szkieleciku tego kociaka. Następnie przy pomocy kropli i wacików przystąpiłam do czyszczenia uszu i ich leczenia, który w środku były ciemne. I tak każdego dnia, przez ponad miesiąc trzeba było zakraplać uszy i oczy trzy razy dziennie, co drugi dzień kapać Ryszarda w specjalnym roztworze.

Ale przede wszystkim trzeba było go odkarmić, gdyż – co wydaje się nieprawdopodobne, patrząc na Ryszarda dzisiaj, że był on zbiorem kocich kosteczek obleczonych futrem i do tego jeszcze futrem łysiejącym. Jako ponad 4 miesięczny kociak ważył około 300-400 gram. Nigdy nie zapomnę jego widoku przed miską z mokrą karmą. Kot po prostu oszalał z radości. Mrucząc, udeptując przednimi łapkami podłogę, dosłownie całym sobą zanurzył się w misce, którą wylizał do ostatniego kęska, sam wyglądając jak nieboskie, utytłane stworzenie.

I tak mały, koci wiercipięta z każdym dniem stawał się ładniejszy, zdrowszy i przybierał na wadze, choć od samego początku nie brakowało mu energii. Ryszard był żywym, kocim srebrem. Gdy nastała pora zakończenia kwarantanny i Ryszard był już zdrów, bez wahania wynurzył się z pokoju-izolatki i pobiegł radośnie w kierunku kocich koleżanek i kolegów. żadne stroszenie grzbietów i fuczenie – pomimo socjalizacji, nie przeraziło Ryszarda, który z wrodzoną sobie bezczelnością wyjadł karmę z kocich misek. A następnie zaczął nachalnie zaczepiać pozostałe koty i zachęcać do zabawy ze sobą.

Ryszard z ogłoszenia
Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on pinterest
Pinterest